Archiwa tagu: Jan Paweł II

samotnosc

Samotność prawdy

samotnosc
Samotność
. Chyba nikt z nas nie lubi tego uczucia. Wolimy otaczać się znajomymi, mieć kogoś z kim zawsze możemy porozmawiać. W każdym z nas kryje się gdzieś głęboko lęk przed samotnością. Warto zauważyć, że różni ludzie w różny sposób podchodzą do tego problemu jedni przyjmują je, godząc się na nią podczas, gdy inni desperacko ją w sobie zagłuszają. Tylko czy chrześcijanin może czuć się samotny? Może. Uważam jednak, że jest to tylko samotność pozorna, bo zawsze jest z nami Chrystus. Zapewne można by było wymienić kilka rodzajów samotności. Jedną z nich jest samotność wynikająca z głoszenia prawdy. Co więcej myślę iż Prawda tej samotności wymaga.

     W ostatnim czasie zauważyłem niepokojącą rzecz, dotycząca wypowiedzi katolików. Mianowicie gdy jakaś osoba świecka bądź duchowna, wypowie się w obronie kwestii moralnych i wiary zostaje stłamszona przez wszelakie media, bądź środowiska o odmiennych poglądach. Prawie za każdym razem ta sytuacja pozostaje bez odzewu, bez wyrażenia solidarności. Nie będę wymieniał przykładów – wystarczy włączyć TV od czasu do czasu, by zauważyć sytuacje o, które mi chodzi. W takich momentach osoby te mogą doświadczyć samotności wynikającej z głoszenia Prawdy. Z czego wynika ten brak solidarności? Czy ze strachu? W takim razie kiedy przestaniemy się bać? Przecież Chrystus powiedział: „Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki” (Łk 10,3) a Jan Paweł II wręcz nawoływał do tego iż Polska woła dzisiaj o ludzi sumienia. Jednocześnie środowiska skrajnie lewicowe, homoseksualne, feministyczne itp. potrafią na tyle się zjednoczyć, że ich pseudo prawda ma rację bytu. Mało tego, zazwyczaj jeszcze jest uważana w debacie za słuszną. Ale czemu mamy się dziwić skoro już nawet podarcie Biblii jest środkiem przekazu artystycznego (sic!).

     Dzisiaj osoby o zachwianej wierze w głębi duszy pragną radykalizmu od chrześcijan. Kompromisowość przestaje być modna. Dobrze to rozumieli święci meksykanie, bohaterzy filmu „Cristiada”, wielokrotnie przytaczanego na naszej stronie. Każdy z nich wewnętrznie zmagał się z decyzją, którą drogę podążyć: nastawić drugi policzek czy spróbować siłowego bronienia prawa do religii. Na pewno w sercach rodziły się różne uczucia. Jednym z nich zapewne była samotność, ale czy dzięki wyrażaniu postawy znanej nam z powieści Dumasa „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego” nie doświadczyli jej trochę mniej? Idąc drogą dedukcji można dojść do wniosku, że środkiem łagodzącym samotność jest postawa o której mówił papież Franciszek: Módlmy się jedni za drugich i za cały świat. By było wielkie braterstwo. Wezwanie do braterstwa jest wspaniałym postulatem na nasze czasy.

     Wracając jednak do samotności prawdy czy powinniśmy się jej obawiać? Uważam że nie. Przecież Chrystus mówił o sobie, że jest Prawdą. Za tę prawdę umarł a potem zmartwychwstał. I on również doświadczył tej samotności, bo przecież przy krzyżu pozostali jedynie św. Jan i Maryja. W pontyfikacie papieża Benedykta XVI także można było dostrzec samotność. Ilekroć mężnie głosił prawdę o trudnych dla świata tematach, doświadczał wtedy samotności. Również w kontekście Jego abdykacji mówiło się o tym jak bardzo mu ta samotność ciążyła. Na szczęście towarzyszyły Jemu wsparcia modlitewne, które wynikały z miłości ludu Bożego do swego Ojca.

     Chociaż jest tak dużo do poprawienia nie należy bać się głoszenia Prawdy i związanej z nią samotnością. Warto zasiewać „ziarna Prawdy”, ponieważ kiedyś w naszych i sercach innych one zakiełkują Oprócz braterstwa posiadamy jeszcze coś – modlitwę. To ona może nas osłonić przed pesymizmem związanym z samotnością Niech tą modlitwą będzie wiersz ks. Jana Twardowskiego, w której prosi o najpiękniejszą samotność.

Samotność – Ks. Jan Twardowski

Nie proszę o tę samotność najprostszą
pierwszą z brzega
kiedy zostaję sam jeden jak palec
kiedy nie mam do kogo ust otworzyć
nawet strzyżyk cichnie choć mógłby mi ćwierkać
przynajmniej jak pół wróbla
kiedy żaden pociąg pośpieszny nie spieszy się do mnie
zegar przystanął żeby przy mnie nie chodzić
od zachodu słońca cienie coraz dłuższe
nie proszę Cię o tę trudniejszą
kiedy przeciskam się przez tłum
i znowu jestem pojedynczy
pośród wszystkich najdalszych bliskich
proszę Ciebie o tę prawdziwą
kiedy Ty mówisz przeze mnie
a mnie nie ma

pies

Jak zbity pies

pies

Czasem każdy  z nas się tak czuje. Jedni po oblanym egzaminie, drudzy po przegranym meczu, jeszcze inni po zakrapianej konkretnie imprezie. Taki stan można przedstawić krótko : spuszczamy nisko głowę, nie chce nam się z nikim gadać a na wszelkie dobre rady solidarnie każdemu coś „odszczekujemy”.

Opuszczona głowa mówi bardzo dużo o człowieku. Może oznaczać bezsilność, brak odwagi, dumy, pewności siebie. Taki człowiek nie popatrzy nikomu w oczy, uważa się za gorszego już na starcie. Stoi na przegranej pozycji. Wyobraźmy sobie armie złożoną z takich żołnierzy… To katastrofa dla dowódcy, ale i dla tych, którzy stoją z takimi ludźmi w jednym szeregu. Nie możemy więc jako naród tworzyć takiej armii obywateli. To będzie krzywdzące nie tylko dla nas, ale przede wszystkim dla przyszłych pokoleń.

Słaby jest lud jeśli godzi się ze swoją klęską

(bł. Jan Paweł II)

Polska to nie raj, nie znajdziemy u nas łatwego i przyjemnego życia bez zobowiązań, sprawiedliwych podatków, niskich cen paliw. Bezrobocie nie zniknie, gdy po studiach wejdziemy na rynek pracy. Oczywiście możemy spuścić głowy, wyjechać w poszukiwaniu tego raju na zachód, możemy żyć tu jak szaraki, w systemie,  który okrada nas na każdym kroku. Jest na szczęście lepsze rozwiązanie. Popatrzymy na tę całą sytuację w innym świetle…

Tylko i wyłącznie od nas, ludzi młodych, zależy przyszłość kraju. Nie zmieni tego żaden polityk, dziennikarz czy analityk społeczny. Dlatego rządzący nie robią nic, aby eliminować zjawisko emigracji młodego pokolenia za granicę. Im to jest na rękę. Dłużej zachowają kontrolę nad narodem. Nie potrzebują patriotów.

Łatwo również zauważyć jak zwalczane są dziś w społeczeństwie postawy patriotyczne. To obciach wywieszać flagę w narodowe święta. Za te barwy ludzie ginęli na przestrzeni wieków, a nam trudno je pokazać na własnym balkonie… Nie może to jednak dziwić, bo regularnie zmniejsza się ilość godzin historii Polski w gimnazjach, liceach i technikach. Niestety, ale  podczas mojej edukacji, na lekcji historii nie usłyszałem o Rotmistrzu Pileckim, bitwie pod Hodowem (1694 r.), czy Obronie Wizny (1939 r.)

1 marca obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” Ich bohaterska postawa, wiara w wolną Polskę i ofiara jaką składali przez wiele lat jest dalej niedoceniana. To wojskowi, którzy dla nas niosą  pewne przesłanie. Nie byli ludźmi anonimowymi, nie szli na łatwiznę, zostali w Rzeczpospolitej. Myśleli samodzielnie, przejmowali inicjatywę i tego od nich trzeba się uczyć.

Nasze wybory, hierarchia wartości, również błędy, które popełniamy, nadają kształt temu państwu. Tworzymy Polskę i to jest duża odpowiedzialność. Nie zgadzajmy się na własną klęskę. Przecież w naszym godle widzimy białego orła – symbol siły, honoru i dumy.

_______________________________
grafika: dog by mirko84

duch

Kochać – jak to łatwo powiedzieć?

duch
Będąc na niedzielnej Eucharystii odśpiewano pieśń, której dawno nie słyszałem. Pobudziła mnie do refleksji, która w pewnym stopniu jest związana z tematem z poprzedniego wpisu.

Obserwując medialne i polityczne dyskusje, które dotyczą Kościoła – a głownie ‘skandali’ wywołanych przez Kościół – zauważyłem, że są coraz śmielsze i obłudne. Jednocześnie sprawy oczywiste, stają się nie oczywistymi. Całe to zamieszanie wywołane w głowie zwykłego Kowalskiego ma na celu osłabienie szacunku do Kościoła i Jego zwierzchników. Z kolei prowadzi to do wyrzucenia z przestrzeni debaty publicznej głosu Kościoła, a co za tym idzie – głosu Chrystusa. Wydaje mi się, że Kościół przyjmuję w tej sprawie postawę, o której mówił Jezus: Jeśli cię ktoś uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi. Zachowuję spokój i bada znaki czasu. Być może za często przyjmuję postawę „widza”. Brakuje jasnego i mocnego stanowiska, odważnego słowa, Prymasowego „non possumus”, ale jeszcze bardziej brakuję obrony wiary ze strony wiernych. Nawet nie jestem w stanie odpowiedzieć, kiedy ta granica została przekroczona. Choć mam spostrzeżenie, że po śmierci naszego duchowego ojca – bł. Jana Pawła II – przekazano parę sygnałów, że teraz już można powiedzieć wszystko. Jednak nie tym chciałem się podzielić.

Niektórzy mówią, że dzisiaj trudniej jest kochać Kościół. Powodują to chociażby skandale związane z pedofilią wśród duchownych czy afery w Watykanie albo księża biznesmeni… Ja twierdze inaczej. Dziś Kościół kocha się tak samo jak przed tysiącem lat, bo Chrystus jest ten sam. Kochać Kościół to kochać Chrystusa – Kochać Chrystusa to kochać Kościół – jeden, święty, powszechny i apostolski. Trudniejsze jest coś innego, co może powodować problemy z miłością do Kościoła – posłuszeństwo.

Jak tu być posłusznym, gdy najmodniejsze są hasła: „niech żyje wolność i swoboda”. „róbta co chceta”, „za hajs matki baluj”… Dziś wszystko buduję się na indywidualizmie, każdy chce być Panem swojego życia. Samemu decydować – co mi wolno, a czego nie. Po co wtedy nam posłuszeństwo? Zatracamy relacje między ludzkie, a przecież „w jedności siła”. Okazuję się jednak, że jest miejsce, gdzie można „nauczyć” się posłuszeństwa i miłości do Kościoła. Tym miejscem jest WSPÓLNOTA.

Dlaczego? A no dlatego, że wspólnotę się buduję. Tworzą ją odmienne charaktery, różne osobowości. Przebywając we wspólnocie uczymy się kochać drugą osobę z jej zaletami, a także wadami. Nie raz dochodzi do ‘tarć’ osobowości, ale wtedy przychodzi czas na posłuszeństwo, osiągniecie kompromisu. Dodatkowo wspólnotę buduję się na Chrystusie. Trwamy razem na modlitwie, dzieleniu się słowem. To wszystko jest lekarstwem na trudne do zagojenia się rany, które mogą być spowodowane zgorszeniem chrześcijan.

Przecież Kościół to wspólnota ludzi wierzących. W dodatku Konstytucja dogmatyczna kościoła mówi, że Bogu spodobało się zbawić ludzi we wspólnocie. Dlatego szukaj w swoim mieście akademickim, w swojej parafii, diecezji wspólnoty, którą byś tworzył i budował. Która uczyłaby cię miłości i posłuszeństwa. Nie zwlekaj, bo czeka tam na Ciebie przygotowane miejsce.

Na koniec pieśń, która pobudziła mnie do tych refleksji. Bardzo aktualna. Może warto odnowić przyrzeczenie?

Com przyrzekł Bogu przy chrzcie raz,
Dotrzymać pragnę szczerze.
Kościoła słuchać w każdy czas,
I w świętej wytrwać wierze.

O Panie Boże, dzięki Ci,
Żeś mi Kościoła otwarł drzwi.
W nim żyć, umierać pragnę.

W Kościele tym jest z Ciałem, Krwią,
Bóg pod postacią chleba
Swym Ciałem Karmi duszę mą,
By żyła w nim dla nieba.

_____________________
grafika:  pojdzzamna.org.pl

malami

Nie na próbę

malami

Jak żyć dobrze? Zapewne jest to pytanie, które zadaje sobie każdy świadomie patrzący na życie człowiek. Jak więc żyć w tym świcie pełnym „problemów”? Ilu ludzi, tyle sposobów.
Każdy idzie własna indywidualną drogą, myślę, że nie można obrać jednej konkretnej.

Jest jeden cytat, który bardzo mnie w tej kwestii inspiruje. „Nie żyje się, nie kocha, nie umiera na próbę”- mówi Jan Paweł II – papież Polak. Filozofia życia jaką proponuje Ojciec Święty w dużym stopniu opiera się na wierze chrześcijańskiej, ale świetnie odnajduje się w różnych kręgach kulturowych. Jest postawą wobec życia, która pokazuje, jak być dobrym człowiekiem.

Błogosławiony Jan Paweł II, za życia bardzo często zwracając się do młodych ludzi nawoływał do tego by zadbali o swoją młodość, ponieważ jest ona okresem bardzo ważnym w rozwoju każdego człowieka. Jest to czas gdy młody człowiek dojrzewa, poszukuje prawdy, miłości, podejmuje pierwsze ważne decyzje, wyzwania, usamodzielnia się. W młodości człowiek wchodzi w okres bardziej świadomego patrzenia na świat, podejścia do życia.

Ojciec Święty chciał pokazać, jak ważne jest przeżycie swojego życia godnie, tak by nie żałować żadnej chwili. „ (…) nie żyje się na próbę(…)”,bo życie dane przez Boga jest jedno, nie można go powtórzyć, zmienić, poprawić. Nie można wychodzić z założenia, że w młodości człowiek będzie próbować wszystkiego, czego tylko zapragnie. Myśląc, że gdy natknie się na zło, będzie mógł je wymazać, a sprawami ważnymi zajmie się później. Często „później” okazuje się za późno. Pewne sprawy na zawsze zostaną wpisane w życiorys człowieka.

Trzeba też jednak pamiętać, że nie chodzi o to, by jego życie było pozbawione młodzieńczej radości, żywiołowości, czy szaleństwa. Bóg, bo w założeniu Jana Pawła II to On jest Dawcą i Stwórcą wszystkiego, chce szczęścia, radości człowieka, chce żeby spełniał marzenia, realizował plany. Tylko nie kosztem Boga, który jest w życiu każdego najważniejszy, nawet jeśli człowiek twierdzi, że jest mu obojętny. Każdy ma w sobie potrzebę doświadczenia Boga. Ciągle szuka odpowiedzi na pytania; Kim jestem? Po co żyję? Dlaczego tak?

Przeżyć dobrze życie to szukać prawdy, głęboko pragnąć odnaleźć odpowiedzi na pytania, które dotyczą nas samych. To właśnie w okresie młodości można podjąć działanie by odkrywać, by szukać, by żyć. Żyć nie na próbę, lecz w pełni, to żyć świadomie, a nie bezmyślnie, głupio, pusto, żyć tak jakby jutro miało już nie nadejść, żyć tak, by nie bać się śmierci.

Co miał na myśli papież mówiąc „ (…)Nie kocha się na próbę(…)”? Człowiek stworzony został przez Boga do miłości. Tęskni za nią, za taką, która łączy go z drugim człowiekiem i ma uczyć tej największej Miłości, tej wiecznej, tej którą człowiek nazywa Bogiem. Nie można powiedzieć, że kogoś się kocha, kiedy nie jest się zdolnym poświecić się dla drugiej osoby, kiedy duma nie pozwala wyciągnąć ręki do zgody, przyznać się do winy, przeprosić. Miłość to ofiara siebie drugiemu człowiekowi. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że Miłość to nie to, co się czuje, tylko to jak się żyje.

Miłość człowieka powinna kształtować się na wzór Bożej miłości. Bóg pragnie, by człowiek odpowiedział na jego miłość. Kochać naprawdę – to być gotowym do poświęceń, to chęć bycia z kimś pomimo trudności i niepowodzeń. Nasze życie powinno być przepełnione miłością, dlatego jeśli człowiek chce żyć i kochać „nie na próbę”, musi podjąć trud, musi pielęgnować i walczyć o miłość w swoim życiu, o miłość bliźnich i Boga.

A co ze śmiercią? Chrześcijanie wierzą, że po niej czeka człowieka życie wieczne lub piekło. Życie nie kończy się w momencie, gdy jego organizm przestaje funkcjonować ponieważ posiada on nieśmiertelną duszę. Gdy człowiek umiera, zaczyna kolejny etap swojego istnienia. Wtedy nie są już ważne rzeczy materialne, a liczy się dusza i to, jak rozwijał się wewnętrznie – to jakim był człowiekiem.
Nie można umrzeć na próbę, ponieważ człowiek umiera tylko jeden raz. Gdy serce przestaje bić, a umysł pracować, człowiek nie może zmienić swojego życia. Jeżeli człowiek kocha prawdziwie to jego życie i śmierć nie jest na próbę .

Podążając za tymi prawdami trzeba pamiętać, że są one spójna całością. Nie możemy traktować ich wybiórczo. Trzeba pamiętać, że jeśli chce się sprostać temu zadaniu potrzebujemy pomocy Jezusa Chrystusa, ponieważ to On jest drogą, prawdą i życiem.

__________________
grafika: heart by bzzu